Przejdź do głównej zawartości

Foobot — miernik jakości powietrza w Twoim domu

O jakości powietrza (i smogu) w Polsce w ostatnich latach jest coraz głośniej. Dyskusja nasila się szczególnie w okresie grzewczym, w momencie gdy właściciele domków jednorodzinnych zaczynają palić czym popadnie w piecach lub robią to w niewłaściwy sposób

Często niewiele możemy zrobić poza unikaniem wychodzenia na zewnątrz, w okresie kiedy jakość powietrza jest niska. Co jednak z jakością powietrza w naszych domach czy miejscu pracy? Średnio spędzamy w pomieszczeniach 90% czasu naszego życia. Jak zatem sprawdzić co wdychamy w naszym mieszkaniu czy miejscu pracy?

desk

Foobot - domowy miernik jakości powietrza

Z pomocą przyjdzie nam urządzenie Foobot, które na bieżąco będzie monitorować jakość powietrza w naszym mieszkaniu. Sprzęt umieszczony jest w zgrabnej plastikowej obudowie. W dotyku jest całkiem miłe i nie przypomina tanich chińskich plastików.

W pudełku znajdziemy, prócz samego urządzenia, wtyczkę do ładowania z gniazdka poprzez USB, a także kilka instrukcji. Niestety nie w języku polskim.

desk

Zasilanie odbywa poprzez kabel USB, który możemy podpiąć do komputera czy powerbanku lub tradycyjnie wpiąć poprzez adapter USB do gniazdka z prądem.

Po podłączeniu urządzenia do zasilania zauważymy, że na bokach Foobota umieszczono kolorowe diody. Sygnalizują one stan urządzenia, a także informują o jakości powietrza w danym pomieszczeniu. Diody niebieskie oznaczają dobrą jakość powietrza (im więcej zapalonych diod tym lepiej), pomarańczowe zaś informują o złym stanie powietrza w naszym pomieszczeniu.

desk

Przejdźmy jednak do serca Foobota, czyli sprawdźmy w jakie czujniki zostało wyposażone urządzenie.

desk

Co zmierzymy Foobotem?

Główną siłą Foobota są czujniki powietrza, omówmy zatem jakie dane o tym co wdychamy, zbiera omawiane urządzenie. Warto nadmienić, że często zaleca się wywietrzenie mieszkania, ale nie zawsze to pomaga, a często może jeszcze bardziej wpłynąć negatywnie na skład tego czym oddychamy w domu. Stąd też Foobar podaje jakość powietrza w naszym mieście (z informacji z Internetu), aczkolwiek warto wyposażyć się dodatkowo w dedykowaną aplikacje do tego, na wzór chociażby Kanarka.

desk

Pył zawieszony (PM 2.5)

Pył zawieszony o średnicy nie większej niż 2.5 µm, uznawany jest za najbardziej szkodliwy z zanieczyszczeń atmosferycznych. Nie sposób go wyeliminować, ale warto zmniejszyć jego ilość w naszych domach. Omawiany czujnik wykrywa cząstki od 0,003 do 2,5µg.

Wysokie stężenie PM 2.5 powoduje wzrost zgonów z powodu chorób układu oddechowego i krążeń. Może przyczyniać się także do poronień, nasilenia objawów astmy osłabienia płuc, gdyż drobny pył dostaje się bezpośrednio przez płuca do krwi.

Olbrzymim źródłem PM 2.5 są stare piece w chociażbym domkach jednorodzinnych. Dodatkowo w Polsce jeszcze do niedawna panowało społeczne pozwolenie na spalanie śmieci w piecach. Dodatkowo w domach PM 2.5 może wydzielać się przy gotowaniu na kuchenkach gazowych, a także z brudnych filtrów w odkurzaczu.

Warto zatem wietrzyć, w miarę możliwości, pomieszczenia gdzie przebywamy najczęściej. Dodatkowo nie zaszkodzi w kuchniach używać okapów i dbać o jakość filtrów w odkurzaczach, a także zrezygnować z palenia papierosów w domu. W ostateczności można zakupić dedykowany filtr powietrza.

Lotne związki organiczne (VOC)

Powstają często jako uboczne produkty w przemyśle. W naszych domach mogą powstawać poprzez używanie farb, lakierów, a także korzystanie z produktów konsumenckich, które uwalniają związki organiczne jak np. środki czystości, dezodoranty czy odświeżacze powietrza

Wiele z lotnych związków organicznych jest uznawanych za główne czynniki rakotwórcze. Nawet niewielkie iloci mogą być szkodliwe dla organizmu ludzkiego.

Foobot nie wykrywa każdego ze związków osobno, ale podaje ogólny podgląda na poziom zanieczyszczenia lotnymi związkami organicznymi (czujnik jest również wrażliwy na tlenek węgla). Minimalny poziom wykrywania wynosi 125 ppb.

Jeśli ilość związków jest wysoka warto przewietrzyć pomieszczenie przy malowaniu w mieszkaniu czy zrezygnować ze szkodliwych dezodorantów/lakierów, a także zmniejszyć ilość chemii do czyszczenia i odświeżania powietrza.

CO2

CO2 obliczane jest przy użyciu czujnika badającego lotne związki organiczne. Foobot wykrywa CO2 od 450 ppm. Dwutlenek węgla jest wszędzie wokół nas, a nawet rośliny w nocy emitują CO2 do powietrza.

Nadmierne stężenie CO2 w pomieszczeniach może prowadzić do bólów i zawrotów głowy, senności, nudności. W przypadku podwyższonego CO2 (powyżej 1300 ppm) warto przewietrzyć pomieszczenie lub użyć filtrów powietrza. 

Temperatura i wilgotność

Foobot zmierzy również temperaturę i wilgotność powietrza. Odpowiednia wilgotność (40-60%) nie będzie powodowała wysuszenia oczyu czy błon śluzowych, a także zminimalizuje tworzenie się grzybów. Warto również wiedzieć, że wysoka temperatura sprzyja w kumulowaniu się lotnych związków organicznych.

Kontrola jakości powietrza

Urządzenie stan jakości powietrza może komunikować w różnoraki sposób. Jeśli mamy czujnik w zasięgu wzroku wystarczy spojrzeć na kolor diod.

Im więcej niebieskich diod, tym lepsze powietrze w naszym otoczeniu.

desk

Pomarańczowe diody to znak, że warto zainteresować się szczegółowymi statystykami i zacząć działać.

desk

Dedykowana aplikacja na smartfona

Wraz z urządzeniem powinniśmy pobrać aplikację na nasz telefon z Androidem lub iOS. W ten sposób skonfigurujemy czujnik i dostosujemy go do naszych potrzeb, a także na bieżąco będzie możliwe monitorowanie staniu naszego powierza.

desk

Foobot wymaga dostępu do WiFi i Internetu. Wówczas z każdego miejsca będziemy mogli sprawdzić nasze powietrze w domu. Aplikacja podaje szczegółowe parametry z każdych czujników wymienionych wcześniej w tekście i wystawia sumaryczną ocenę (i niższa tym lepiej) w skali od 0 do 100.

Otrzymujemy również dostęp do historycznych danych poszczególnych czujników, a także globalną ocenę jakości powietrza w naszej okolicy za oknem (jednakże bez Kanarka się nie obędzie). Dodatkowo aplikacja poda informacje o źródłach zanieczyszczeń wykrywanych przez każdy z czujników i sposobach na ich redukcję.

desk

Aplikacja pozwoli również na ustawienie jednostek temperatury, strefy czasowej, a także jasności diod i przedziałów czasowych, w których mają się one świecić.

Sama aplikacja jest czytelna i zrozumiała, bez przeładowanych informacji. W razie pogorszenia się odczytów, zostanie wysłane powiadomienie na telefon.

desk

IFTTT

Jeśli dedykowana aplikacja to za mało można pokusić się o pobranie IFTTT na telefon. Ta aplikacja, po połączeniu z Foobotem, umożliwia stworzenie wyzwalaczy, które na konkretnym poziomie jakości powietrza mogą aktywować akcję. Możemy zatem zapisać pomiar czujnika do arkusza Google, wysłać maila, zamrugać lampką hue od Philipsa, uruchomić filtr powietrza (Nest Thermostat, Honeywell Lyric, ecobee) czy zapisać dane do kalendarza. 

desk

Alexa i inni

Foobot można również podpiąć pod konto w Conrad Connect (system do sterownia inteligentnymi urządzeniami w naszym domu). Ciekawszym rozwiązaniem jest również połączenie z Alexa od Amazona, co umożliwi sterowanie Foobotem głosowo.

API

Jeśli wymienione propozycje to za mało, możemy samemu napisać aplikację wykorzystując API. Darmowy interfejs pozwoli na pobieranie danych z sieci odnośnie naszych czujników. dzienny limit zapytań to 200.

Jak sprawuje się Foobot?

Podstawowym pytaniem jest jednak: jak działa Foobot? Po dwóch tygodniach testów śmiało mogę powiedzieć, że monitor sprawuje się świetnie.

Pierwsze kroki

Instalacja przebiega bezproblemowo i odbywa się za pomocą gestów (obracamy Foobota, aby potwierdzić zmiany). Przy pierwszym uruchomieniu czujnik sam pobierze aktualizację i w kilka chwil jest już gotowy do użycia. Szkoda, że ani aplikacja, ani instrukcja nie są w języku polskim.

Pełną sprawność Foobot osiąga po 6 dniach, w tym czasie czujniki rozgrzewają się . Warto dodać, że czujnik należy umieścić w miejscu gdzie najczęściej przebywamy. Może być to np. sypialnia czy pokój gościnny. Dobrym miejscem jest również pokój dziecięcy. Foobota nie należy stawiać bezpośrednio pod ścianą i na pewno nie powinien znajdować się na podłodze (wówczas pomiary mogą być niewiarygodne).

Bardzo ciekawym gestem jest podwójne stuknięcie w Foobota od góry. W tym momencie czujnik pokaże stan powietrza poprzez zapalenie diod (jeśli wyłączyliśmy diody, np. w nocy gdy ustawimy tryb ciszy) i zaktualizuje dane w aplikacji.

Analiza na co dzień

Foobot zbiera informacje z czujników 24h na dobę i w każdej chwili można poprzez aplikację sprawdzić szczegółowy stan naszego powietrza w pomieszczeniu. 

Czujnik w przeciągu ostatnich tygodni zwrócił moją uwagę na jakość powietrza w domu. Gdy sprzątaliśmy ilość lotnych związków organicznych rosła znacząco, a otworzenie okna szybko zmniejszało VOC.

desk

Oczywiście nasze powietrze zimą nie jest najczystsze, więc często warto przed przewietrzeniem domu sprawdzić Kanarkiem jakość powietrza w okolicy. Oczywiście szybko dowiemy się, jeśli *świeże * powietrze nie będzie dobre, ale po co niepotrzebnie psuć powietrze w pomieszczeniu, gdy sąsiad pali plastiki. Dodam tylko, że dzięki Foobotowi przypomniałem sobie, że okna nie były przestawione w tryb zimowy, przez co kilka razy czujnik wykrył zwiększenie pyłów PM 2.5 w godzinach porannych.

Foobot trochę przyzwyczaił nas do tego, aby częściej otwierać okno i po takim zabiegu dodatkowo jeszcze monitorować powietrze czy przypadkiem nie robimy sobie tym krzywdy.

Czujnik w pierwszych dniach działania jest przewrażliwiony w kwestii CO2 i czasami fałszuje wyniki pomiarów. Warto wówczas odsunąć go od ściany lub wyłączyć i włączyć go ponownie. Niestety zdążało się to dość często.

desk

Sama aplikacja, która zbiera dane jest bogata w funkcje, ale nie jest przesadnie obładowana informacjami. Ilość dostarczanych danych oraz ich prezentacja jest poprawna i nie miałem potrzeby instalowania dodatkowych aplikacji (jak chociażby IFTTT).

Szkoda, że Foobot nie ma możliwości pracy z baterii/akumulatora. Na pewno zyskałby on na funkcjonalności, gdyby można było postawić go w każdym miejscu, bez zawracania sobie głowy kablem zasilającym. 

Nie róbcie tego w domu (he he he)

Pomimo tego, iż Foobot nie jest przeznaczony do działa na zewnątrz postanowiłem sprawdzić jego działanie na świeżym powietrzu (po podłączeniu do powerbanku). Pomimo temperatury dochodzącej do -15 st. C, Foobot sprawdzał się znakomicie i pokazywał dane bez żadnych przeszkód. Jedynym mankamentem jest to, że wbudowana aplikacja nie pokazuje temperatury poniżej zera (przez API jest ok). 

Wyniki pomiarów były do przewidzenia. PM 2.5 zwiększał się z rana, aby opadać aż do godziny 14-15, kiedy ludzie wracają z pracy, wówczas ilość PM 2.5 wzrastała powoli aż do późnych godzin nocnych.

Po kilku godzinach poza domem, czujnik wymagał delikatnego przeczyszczenia. Tutaj uwaga, Foobota najlepiej doprowadzić do porządku sprężonym powietrzem i odczekać kilka godzin, aby osiągnął temperaturę pokojową.

Podsumowanie

Foobot jest świetnym sprzętem do monitorowania jakości powietrza w naszym domu. Warto go mieć, aby świadomie dbać o to czym oddychamy w pomieszczeniach, gdzie najczęściej przebywamy. Dodatkowo wygląda schludnie i nie odstrasza. 

Może on posłużyć nie tylko jako miernik powietrza w domu, ale też dostarczy nam informacji o tym czy warto jednak zamknąć okno i przewietrzyć mieszkanie później.

Aplikacja na Androida i iPhone szczegółowo pokazuje aktualną jakość powietrza, nawet gdy nie jesteśmy w domu. Dodatkowo dane historyczne pozwolą na szersze spojrzenie na nasze poczynania w kwestii polepszenia powietrza. 

Brakuje tylko aplikacji po polsku i zasilania z baterii/akumulatora. Warto również co jakiś czas odłączyć i podłączyć czujnik ponownie, jeśli pomiar CO2 przed długi czas utrzymuje się na maksymalnym poziomie.

Cena Foobota nie jest niska, wynosi 199 dolarów, ale jeśli go kupicie na pewno nie będziecie zawiedzeni. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny. Narodziny gamedevu z ducha demosceny w Polsce - Piotr Marecki i Tomasz TDC Cieślewicz, recenzja książki

Tytuł książki jest mocno rozbudowany i zapewne pierwsze spojrzenie na okładkę może odstraszyć potencjalnego klienta, jednakże, warto dać szansę tej pozycji. Zaskoczeń jest kilka, chociaż nie tylko tych pozytywnych. Zatem przejdźmy do krótkiej recenzji "Oni migają tymi kolorami w sposób profesjonalny". TDC - Demoscena, Atari, Mirage i piractwo w Polsce Książka jest zbiorem historii opowiadanych przez Tomasza TDC Cieślewicza. Swoje przygody z IT zaczął w 1988 roku, kiedy to otrzymał Atari 800 XL. Od 1989 roku związany był z Mirage i jako jeden z najmłodszych tworzył gry na rynek polski. Był również współpracownikiem "Bajtka" i członkiem redakcji "Atari Magazynu". Bardzo mocno związany z demosceną Atari, gdzie tworzy do dziś. Zaangażowany w szkolenia i warsztaty z programowania. Obecnie redaktor Atarionline.pl Przyznaję, że wcześniej nie słyszałem o Tomaszu Cieślewiczu, ale po przeczytaniu tej książki śmiało można powiedzieć, że dziś zapewne byłby fre...

Comet - MVU w MAUI bez XAML, czyli próba dogonienia Fluttera

MAUI jest już z nami od kilku miesięcy i jest bardzo mocno promowane przez Microsoft. Jest to niezmiernie ciekawa opcja do pisania aplikacji pod różne systemy i środowiska. O ile jednak w przypadku pisania aplikacji desktopowych czy webowych, taki MAUI jest ciekawostką dla deweloperów .NET, to w przypadku świata mobilnego jest zupełnie inaczej. Rok temu w listopadzie 2021 pisałem o tym jak tworzenie mobilnych aplikacji w .NET jest nie lada wyzwaniem. Oficjalne zakończenie wsparcia dla Xamarin.Forms i przedstawienie alternatywy w postaci MAUI, które w 2021 roku nie doczekało się premiery, powodowało ból głowy mobilnych deweloperów .NET. Mimo, iż w maju 2022 roku MAUI miało oficjalną premierę, to nadal sytuacja nie jest wcale lepsza.  Samo MAUI nie jest jeszcze narzędziem, które można uznać w 100% gotowe na to, aby pójść z nim na produkcję. Wiele jeszcze mniejszych niedoróbek i problemów spędza sen z powiek deweloperów mobilnych w .NET. Mimo, że dostaliśmy wersję finalną, nie jest t...

Drukarka Epson EcoTank – napełniamy tusze, analiza w szczegółach (Epson EcoTank L3110)

Drukarka dostarczona od Epsona do testów jest już u mnie jakiś czas. Jest ona reklamowana jako jedno z najtańszych urządzeń na rynku w kwestiach eksploatacyjnych. We wcześniejszym wpisie ( Tanie, cebulowe drukowanie z Epson EcoTank L3110 ) przedstawiłem kilka suchych faktów odnośnie samej drukarki. Dziś przyszedł czas na trochę praktyki. W pierwszej kolejności zobaczymy jak napełnia się tuszami ów sprzęt i czy nie sprawa to problemów natury technicznej lub "logistycznej". Epson EcoTank - sposób na tanie i dobre drukowanie EcoTank to całkiem ciekawy sposób na drukowanie bez kartridży. Zamiast tego w drukarce znajdziemy 4 przezroczyste pojemniki na tusz (Czarny, Magneta, białY, Cyan). Pojemniki napełniamy tuszem z butelki. W takim przypadku oryginalny tusz kosztuje ok. 27 zł (65 ml), co jest niezmiernie atrakcyjne cenowo. Napełnienie jest szybkie, a co ważne nie upaćkamy się w tuszu, gdyż każda z buteleczek ma blokadę (kuleczka w szyjce) przed wylaniem. Dodatkowo nie przele...

Wojny konsolowe, Blake J. Harris — recenzja książki (SEGA, Nintendo i batalia, która zdefiniowała pokolenie)

Nie ma co tu owijać w bawełnę i nudzić wstępem na siłę. Książka jest świetna i jeśli interesujesz się grami retro lub ogólnie historią przemysłu rozrywkowego, to jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Nawet więcej, warto znać omawianą książkę jako szersze spojrzenie na obecną branżę gier, a uwierzcie, że znajdziecie wiele analogii do obecnych poczynań tuz świata growego.  Sega od środka Książka nie jest cieniutką pozycją, a całkiem opasłym tomiskiem  w twardych oprawach. Ma ona prawie 600 stron i dość niewielką czcionkę, więc jest tu sporo do poczytania. Po środku mamy kilkadziesiąt kolorowych zdjęć z tamtych lat, które ogląda się zupełnie inaczej podczas lektury, wiedząc już kim są dane osoby na fotografiach.  Książka opisuje Segę od momentu przejęcia przez  Toma Kalinske  posady CEO Sega of America w roku 1990, a także wcześniejsze perypetie gigantów branży rozrywkowej w latach 80-tych. Początek Wojen konsolowyc h zaczynamy od poznania Toma na wakacjach na Hawajach, gdzie s...

Microsoft nadal nie umie w Open Source

Open Source jest wszędzie wokół nas i zapewne bez tej inicjatywy świat nie byłby taki sam. Nie ma sensu rozpisywać się o zaletach otwartego oprogramowania, bo te są jasne i klarowne. W tym wpisie chciałbym przedstawić jednak punkt widzenia programisty .NET, który przez Microsoft został nieraz już wprowadzony w maliny. Powodem tego jest ciągle chyba brak zrozumienia i większej współpracy Microsoftu w kluczowych dla tego giganta projektach Open Source. Microsoft Open Source'm stoi Microsoft z Open Source miał trochę pod górkę. Steve Ballmer kiedyś powiedział "Linux jest rakiem" w kwestii GNU GPL. Dziś zapewne gigant z Redmond chciałbym o tym zapomnieć, gdyż Microsoft od jakiegoś już czasu jest firmą Open Source.  Pierwszą zmianą na plus było zatrudnienie w 2004 roku Billa Hilfa, lidera działu Open Source w IBM. Jak sam twierdzi, Microsoft zatrudnił go, gdyż firma nie wiedziała czym jest i jak działa idea otwartego oprogramowania. Zaś już od 2006 roku Microsoft był kontrybut...

Programowanie mobilne w .NET - barwna historia i niewiadoma przyszłość

 Aplikacje mobilne pisane w .NET nigdy nie miały łatwo, podobnie jak ich deweloperzy. Jednakże w ostatnich latach Microsoft mocno stara się, aby ekosystem do tworzenia aplikacji w technologii .NET był jak najbardziej przyjazny twórcom (apka mobile jest must have niemalże każdej firmy). Pomimo tego obecnie jesteśmy w technologicznym rozkroku w .NET mobile (uśmiercenie Xamarin.Forms jeszcze przed narodzinami MAUI). Skłoniło mnie to do pewnych refleksji związanych z programowaniem w technologiach Microsoft mobile. Z racji tego, że "klepię" ;)  w .NET już prawie 14 lat to przewinąłem się przez wiele projektów mobilnych (komercyjnych i nie tylko) tworzonych właśnie przy pomocy narzędzi Microsoft. W tym wpisie postaram się przedstawić w miarę zwięzłej formie historię programowania mobilnego w .NET, która jest ze mną niemalże od zawsze.  Windows Mobile i .NET Compact Framework Moja przygoda z technologiami mobilnym od Microsoftu zaczęła się właśnie od .NET Compact Framework. Jeg...

Licznik Blogowy 5.0 - archiwizacja bloga

 Licznik blogowy dla blogerów portalu dobreprogramy.pl to mały niezbędnik każdego autora kontentu. Przez ostatnie 7 lat (styczeń 2014, ostatnia aktualizacja maj 2021) licznik dostawał nowe ficzery i uzyskiwał kompatybilność z kolejnymi odsłonami portalu. Najnowsza wersja 5.0 wnosi kolejny duży ficzer - archiwizacja bloga. Stwórz pełne archiwum swojego bloga Pomysł na stworzenie archiwum nie jest nowy. Niemalże równo 4 lata temu zrobiłem apkę, która tworzył archiwum bloga na naszym dysku: tekst + zdjęcia (DobryBackupBloga — aplikacja do szybkiej archiwizacji wpisów blogowych). Lata leciały, a apka przestała działać z nową odsłoną dobrychprogramów. Temat został zapomniany, aż wojtekadams odgrzebał temat DobregoBackupuBloga. Sam pomysł nadal jest ciekawy, ale forma - pliki exe do pobrania z obcego źródła już nie. Z tego też powodu możliwość stworzenia archiwum bloga przeniosłem na wtyczkę Licznik Blogowy. Tak oto powstała wersja 5.0. Licznik Blogowy 5.0 - archiwizacja Wtyczka w wersji...

222 polskie gry, które warto znać - Marcin Kosman, recenzja książki

Marcin Kosman dał się poznać jako autor ciekawej pozycji o polskim game devie: " Nie tylko Wiedźmin. Historia polskich gier komputerowych ". Po pięciu latach wraca z nową książką, również związaną z polską branżą grową, ale w zupełnie innej formie. 222 polskie gry "222 polskie gry, które warto znać" to wyjątkowa książka. Co więcej, to nie jest książka jako taka, a bliżej jej do albumu. W języku angielskim funkcjonują one jako tzw. "Coffee table books", czyli książki/albumy bardziej do oglądania, niż do czytania. Tak jest właśnie z omawianą pozycją. W twardych okładach, w formacie B5 i na pięknym, kredowym papierze, znalazło się 222 polskich gier z lat 1983-2019. Każda strona to duża grafika, z kilkoma zdaniami o grze od autora książki, a czasem również dodatkowy, akapitem od osób tworzących dany kawałek softu. Wybór gier jest na tyle szeroki, że można śmiało powiedzieć, iż wybrano faktycznie najbardziej znaczące i rozpoznawalne tytuły. Jako, ...

Visage - gra horror, na którą nie byliśmy gotowi i jak z tymi straszakami do tej pory bywało (recenzja PS4)

W ostatnich latach gry, które faktycznie przerażały klimatem, a nie tylko tanimi jump scare'ami, było jak na lekarstwo. Bardzo łatwo wzdrygnąć się, gdy nagle w ciszy jakiś wysoki dźwięk zaskoczy niespodziewającego się gracza. Czy takie gry, które "straszą" jedynie głośnym, nagłym "łomotem" można nazwać prawdziwymi interaktywnymi horrorami? Nie sądzę. Takie tanie sztuczki spowodowane są najczęściej brakiem klimatu i pomysłu na rozgrywkę. Co więcej, od dawna wiadomo, że najlepiej straszy to, co nieznane, niedopowiedziane. Jump scare w grach to nic innego, jak chwilowe zaskoczenie gracza, do którego ten szybko się przyzwyczaja. Po pewnym czasie zaczyna się go nawet ignorować, a po dłuższej chwili staje się irytujący i sprawia, że do rozgrywki wkrada się nuda i monotonia. Jak to z tymi horrorami bywa? W ostatnich latach najbardziej zawiodłem się na dylogii Layers of Fear. Klimat szybko siadał, a rozgrywka stawała się powtarzalna i dość przewidywalna. Ogólnie gry teg...

Migracja danych z Endomondo do Garmin Connect (ale nie tylko)

Komunikat o zakończeniu istnienia Endomondo zapewne zaskoczył wielu z nas ( oficjalne info ). Z końcem tego roku portal przestanie istnieć. Kiedyś synonim nowoczesności i gadżeciarstwa, a obecnie schowany głęboko w cieniu innych portali związanych bezpośrednio z urządzeniami do pomiaru naszej aktywności. Zapewne to właśnie one, i dedykowane portale pod nie, przyczyniły się do tego, że Endomondo stało się reliktem przeszłości, ale nie o tym dziś mowa...  W tym krótkim wpisie chciałbym przedstawić jak w prosty sposób przenieść dane z Endomondo do Garmin Connect. Oczywiście sam wpis będzie na tyle uniwersalny, że zapewne pozwoli Wam na podobną migrację również do innych popularnych portali ze śledzeniem aktywności. W tym poradniki opiszę jak przenieść treningi z Endomondo do innego portalu, ale z możliwością wyboru. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ten sposób przenieść wszystko lub tylko wybrane dane. W moim wypadku będzie to przenoszenie treningów tylko z lat 2012-2015, a w Waszym...